Anthony Hopkins ołówkiem i o odkrywaniu talentu

Uwielbiam rysować portrety. Nudzi mnie architektura, która wybacza sporo. To znaczy perspektywa jest ważna, ale szczegóły już mniej. Przy portrecie wszystko musi się zgadzać, inaczej ginie podobieństwo. Oczywiście, szczegóły można też powinąć i utrzymać podobieństwo. Tak czy inaczej wolę twarze od budynków i krajobrazów. Lubię realizm i fotorealizm. Dziś przypominam: portret Antony Hopkins.

O moim odkrwaniu talentu

Swój talent odkryłam dość późno, około 19 roku życia. Dość późno, aby wybrać to jako drogę zawodową. Chcę w przyszłości jednak temat pociągnąć. Kto wie, może się przebranżowię. :D

Zaczynałam od rysunków koni, którymi w tym czasie byłam zafascynowana. Potem poleciały na warsztat inne zwierzęta. Na początku nie wierzyłam w siebie. Miałam dziwne wyobrażenie o rysunku i blokowałam się na poziomie myślowym. Jednak na mojej drodze stanęła dziewczyna, która wyjaśniła mi prostą rzecz: nawet Michał Anioł używał wsparcia ze szkiców i modeli. Nie do razu Kraków zbudowano, nie od razu muszę rysować tylko z głowy.

Anthony Hopkins – portret

Poniżej jeden z moich późniejszych rysunków. Wiem, wygląda jak JPII, ale jak się przyjrzeć to jest to jednak Anthony Hopkins. Rysowanie tego portretu sprawiło mi przyjemność. Lubię fakturowany papier Cansona dużo bardziej niż gładkie papiery. Bardzo żałuję, ale niestety nie odnajduję zdjęcia, na którym się wzorowałam.

Teraz zrobiłabym niektóre rzeczy inaczej. Brakuje głębi, niejednolite przejścia światłocienia, nieco oczy do poprawienia. Ale dziś mam więcej pewności siebie…

Ołówek na A3, Anthony H., 2010r.

Anthony Hopkins

Follow my blog with Bloglovin

Print Friendly, PDF & Email