6 lutego 1998 roku zapisał się ciemniejszymi literami w historii austriackiej popkultury. To dzień śmierci Falco. Johann Hölzel miał prawie 41 lat. Jego życie nie było usłane różami.

Falco mieszkał od 1996 roku na Dominikanie, a trafił tam za sprawą swojego przyjaciela i menadżera Hansa Reinscha, który chciał go wyciągnąć z nałogów odcinając od starych śmieci. Ale alkoholizm jest ciężką chorobą i na stałe wpisał się w życiorys artysty. Po okresie suchym wraz z niepowodzeniami osobistymi Falco znowu zaczął pić i brać narkotyki. Obdukcja po śmierci ujawniła 1,8 promile alkoholu, kokainy i marihuany we krwi.

Wspomnienia managera

Reinisch był sportowcem i starał się pomagać muzykowi odciągając od używek. Ale jak to w życiu jest, raz na wozie, raz pod wozem. Bywały tygodnie wspólnych treningów, ale gdy Falco raz przechylił szklankę to nie było końca picia i brania kokainy- dla weny. A potem diazepam, żeby móc się uspokoić.

Wspólnie pracując jeden i drugi Hans z sukcesem wydali album „Nachtflug”. Wtedy muzyk mieszkał prawie w biurze swojego menadżera. Gdy Rainisch pisał pracę naukową Falco śledził tekst i wyłapywał błędy.

Hölzel bardzo przeżył potwierdzenie badań, że nie jest ojcem. To było szczególnie dotkliwe, ponieważ do testu namówiła go jego matka. Uważał ją za złego człowieka. Dał tego dowód w swoim pamiętniku. Matka, która wychowywała go samotnie, często wtrącała się w jego dorosłe życie, co miało negatywne skutki.

 

Kumulacja

Rok przed śmiercią Falco znowu zaczął się staczać po równi pochyłej.

Najpierw powstało połączenie lotnicze z Dominikaną. Pojawili się ludzie, którzy chcieli go znać i z nim się pokazywać, coś mu sprzedawać. Częściej przylatywała też matka. Znowu wmieszała się w jego życie osobiste odradzając mu związek z Celiną, przyjaciółką, która miała swoje dzieci.

Potem Falco związał się z Caroline Perron, którą poznał w niejednoznacznym lokalu. To był bardzo toksyczny czas. Ona wywoływała awantury. On zaczął podnosić rękę na nią. Nie dał jej wyjechać chowając jej paszport. Podobno byli zaręczeni. W końcu Caroline uciekła z Dominikany, bo Reinisch oddał jej dokumenty.

W czterdzieste urodziny znowu ktoś sprowokował Falco do wzniesienia toastu za matkę. To był krok w nicość. Zaczął się ciąg.

 

Ostatni dzień

Prawie rok później Falco znalazł się w barze, bez koszulki, tylko w czarnych spodenkach. Spędził tam kilka godzin. Zadzwonił do Reinischa mówiąc, że nie wie gdzie jest i co robi. Ten kazał mu na siebie poczekać. Po drodze dotarła już informacja z przeciwka, że muzyk miał ciężki wypadek. Reinisch znalazł Falco za kierownicą, mocno zakrwawionego. Jego wzrok mówił tylko: „Co tu się stało? Całe szczęście, że ty tu jesteś, przyjacielu.”- wspomina menadżer. W drodze do szpitala muzyk zmarł. Reinisch mógł tylko dokończyć formalności w kostnicy i pożegnać się z przyjacielem.

 

Czy to było samobójstwo?

Hans Reinisch jest przekonany, że Falco nie zauważył autobusu i wjechał w niego bez śladów hamowania. To w żadnym wypadku nie było samobójstwo, choć krążą takie legendy i insynuacje podsycane tekstami piosenek Falco.

Jeśli interesuje Was muzyka austriacka to zapraszam do wcześniejszego wpisu 10 austriackich hitów muzycznych.