Kto tylko trochę interesuje się wytwórstwem wina wie, że zanim dojdziemy do pysznego trunku w butelce po drodze może je spotkać szereg nieszczęść. Na krzaku: mróz, grad, zgnilizna, pleśń, szarańcza i w końcu po zbiorach robaki, bakterie itd.

W winnej historii Austrii były trzy duże tąpnięcia. Lodowiec, zaraza mszycy i afera z dolewaniem gliceryny do wina. To zmieniło profil winny całego regionu. Dziś zajmiemy się maleńką mszycą.

Filoksera (niem. Reblaus) to owad z rodziny mszyc, Viteus vitifoliae, bardzo groźny szkodnik, który w połowie XIX wieku zrujnował nie jednego winiarza i unicestwił niektóre szczepy winogron, na zawsze.

Początek nieszczęścia

W 1827 roku przyszedł na świat August Wilhelm Freiherr von Babo, postać bardzo ważna w tej historii, bo jemu zarzucano przywleczenie zarazy filoksery. Chcąc ratować europejskie winorośle, które zostały zaatakowane przez grzyby Freiherr von Babo sprowadził ze Stanów tamtejsze rośliny, które były odporne na te grzyby. Całe nieszczęście w tym, że w tych roślinach zalęgnięte były mszyce. Wszystko zaczęło się w Klosterneuburgu i bardzo szybko rozprzestrzeniło na Wachau i Wiedeń. Chwilę później mszyce zajadały się już w dzisiejszym Burgenlandzie (wtedy Węgry) i Styrii. Tak na prawdę Freiherr von Babo nie był niczemu winny, bo filoksera panoszyła się już w Anglii i we Francji.

Filoksera została sprowadzona do Europy, gdy botanicy z wiktoriańskiej Anglii przywieźli okazy amerykańskich winorośli w latach 50. XIX wieku. Ponieważ filoksera pochodzi z Ameryki Północnej, rodzime gatunki winogron są co najmniej częściowo odporne. Natomiast europejskie winogrono jest bardzo podatne na owady.

Epidemia zniszczyła winnice w Wielkiej Brytanii, a następnie przeniosła się na kontynent europejski, niszcząc większość europejskiego przemysłu winiarskiego. W 1863 roku pierwsze winnice zaczęły podupadać na zdrowiu w południowym regionie Rhône we Francji w niewytłumaczalny sposób. W samej Francji całkowita produkcja wina spadła z 84,5 miliona hektolitrów w 1875 roku do zaledwie 23,4 miliona hektolitrów 14 lat później.

Walka o przetrwanie winnic

Na początku używano dwusiarczek węgla, który wstrzykuje się w ziemie w okolicy korzeni zaatakowanych roślin, bo tu żerują i rozwijają się te owady przede wszystkim. To przynosiło efekty, ale po pierwsze, było bardzo drogie, a po drugie, dziś jest zabronione, bo jest niebezpieczne dla środowiska. W końcu Franz Kober, cesarski i królewski inspektor ds. winnic, opracował podkłady z dzikich winorośli z Ameryki, na których szczepi się do dziś szlachetne odmiany.

W 1912 roku w Dolnej Austrii już 94 procent upraw było zakażonych mszycą, a w Styrii 75 proc. Jedenaście lat później zaledwie jedna trzecia plantacji została odbudowana i zaszczepiona. Ten proces jest bardzo czasochłonny.

Filoksera, prawdziwy smakosz, dowiaduje się o najlepszych winnicach i przywiązuje się do najlepszych win
Rysunek z magazynu Punch, 6 września 1890

Rezultaty

Nie tylko ucierpiała część gospodarki, ponieważ niektóre rodziny musiały zrezygnować z hodowli winorośli. Wiele odmian wina zupełnie zniknęło. Dziś wiemy, że w Austrii były takie szczepy jak Braune Veltliner, der Sielberweißer czy Grauer Portugieser, ale już nie istnieją. Pojawiły się za to nowe rośliny: Grüner Veltliner, Rheinriesling, Traminer, Sylvaner, Welschrieslieng, Muskat, czy Sauvignon Blanc. Po tym wielkim załamaniu i odbudowie zmieniło się też podejście do jakości wina, która wcześniej pozostawiała wiele do życzenia.

Zaczęto używać maszyn filtrujących, które poprawiały czystość wina. Na rynek weszły butelki zamykane korkami i etykiety. Wina zaczęły być oznaczane i ich jakość miała bezpośrednie odniesienie do producentów, a nie jak wcześniej, jakość określało się po regionie, z którego pochodził trunek. To była szansa na rozwinięcie działań marketingowych i jeszcze lepsze spieniężenie biznesu. Ważną rolę odegrał Josef Steininger, winiarz, który szkolił kolegów po fachu, dbał o marketing branży i chronił regiony obsadzone winnicami.

 

A co z filokserą było dalej?

W okresie międzywojennym udało się wyplenić mszycę, ponieważ wszędzie już zaszczepiono winorośla. W 1940 roku aktor Hans Moser przypomniał o niej w piosence, którą zaśpiewał w filmie „Siedem lat pecha”. Piosenka jest kultowa, często śpiewa się ją w Heurige do dziś.

Musiałem być we wcześniejszym życiu filokserą,

inaczej nie nie tęskniłbym tak mocno za winem.

Dlatego ja nie pijam wina, tylko je gryzę,

lubię tak samo i czerwone, i białe wino.

Piosenka stała się radosną pochwałą picia i wyrazem chęci do życia. Pamiętajmy, że dopiero 10 lat po wojnie Austria odzyskała niepodległość, a ten okres nie był dla nikogo łatwy.

W 1955 roku narodziła się też nowa legenda z tytułowym insektem w tle. Uwiecznił ją na rysunku satyrycznym Wiener Charme in Moskau (Wiedeński urok w Moskwie) Hanns Erich Köhler. Kanclerz Raab gra na cytrze, a minister spraw zagranicznych Figl szepcze mu do ucha:  Und jetzt, Raab – jetzt noch d’Reblaus, dann sans waach! D’Reblaus to piosenka, o której wspominam wyżej, sans waachsind sie weich – zmiękną, odpuszczą, czyli A teraz, Rabb- jeszcze Reblaus i oni odpuszczą. Austriacy chcieli zadbać używając karczemnej atmosfery, czyli śpiewając i pijąc, by w preambule do konstytucji nie znalazł się zapis o nazistowskiej historii państwa. Cytra i nuty z notatkami Sowietów odnalazły się w 2011 roku i można je obejrzeć w St. Pölten. Ta historia nieco mija się z prawdą, bo Figl już ciężko chory, szybko wyszedł, sam pijany, ze spotkania.

Filoksera dziś

To historia małego robaczka, który wywrócił część świata do góry nogami. Ten gatunek mszycy jednak nie zniknął z powierzchni ziemi i dziś martwi wielu wytwórców wina. W 1996 r. Kurier Wiesbaden zwrócił uwagę na zjawiska filoksery w Rheingau (Niemcy), ale zapewniał, że mszyca nie będzie się przenosiła w inne niemieckie regiony winiarskie. W styczniu 2011 r. Badische Zeitung oświadczył jednak, że choć dziś filoksera nie może wyrządzić dużych szkód amerykańskim winoroślom, to eksperci obawiają się, że wkrótce może się wiele zmienić. Insekt jest podatny na mutacje i dlatego nie można wykluczyć, że wkrótce nie pojawi się choroba, z którą nawet amerykańskie winorośle będą miały niewielkie szanse.

Opowiedziałam Wam tę historię, bo jest mocno związana z historią Austrii, nie tylko z jej botaniką i gospodarką, ale również z kulturą i polityką. Byłam mocno zainteresowana rysunkiem satyrycznym, który pojawił się przy temacie odzyskania niepodległości przez Austrię. Doczytując odkryłam filokserę i pewne informacje zazębiły się. Wciągnęła mnie ta opowieść i bardzo chciałam się nią po prostu podzielić. Jestem ciekawa jak dalej potoczy się rozwój filoksery i czy konsekwencje będą równie niebezpieczne.

Co myślicie o temacie postu? Jeśli Wam się spodobał wpis, udostępnijcie go dalej. To będzie dla mnie najpiękniejsza nagroda. Dziękuję z góry.

PS. Na zdjęciu tytułowym winnice w dolinie Wachau, Dolna Austria.