Jesienny wieniec

Znalazłam konkurs na wianek. Uwiłam wianek, a potem nie mogłam znaleźć, gdzie ten konkurs był. :( Wianek za to jest i wisi dumnie na drzwiach.
 
Ale po kolei:
Najpierw uzbierałam brzozowych gałązek. Nie użyłam ani grama kleju (bo go nie miałam), wszystko uplotłam. Trochę sznurka jednak musiałam zatrudnić. Zdjęcie w tzw. międzyczasie, a koło lekko kanciaste.
Następnie powtykałam gałęzie z bordowymi liśćmi. Zaczęło padać i się ściemniać, więc z braku światła w domu do zdjęć wyszłam na dwór.

 

Tu już poutykana dzika róża i inna roślina, której nazwy nie znam. Przy okazji zrywania zahaczyłam kurtkę. Jedno małe niecenzuralne słowo poleciało w kosmos, aż wstyd się przyznać.
Poutykałam jeszcze suszki i czarny bez. Polakierowałabym  całą pracę, ale nie miałam i tego dobrodziejstwa. Przez to praca powisi znacznie krócej niż gdyby była zabezpieczona.
Zdjęcia zostały zrobione wieczorową porą. Gdzie te dzienne – nie mam pojęcia. Jak się znajdą to Was nimi uraczę.
Taki czerwono fioletowy początek jesieni.

 

 

  • Piękny! Powiesisz go na zewnątrz czy w domu?

    Pozdrowienia,
    Anna

    • Wisiał na drzwiach wejściowych. Wadą świeżych wieńców jest to, że usychają. Ten już też dokończył swój żywot. :)