Gdy dostrzegłam kształt tego kieliszka, było pozamiatane. Wisienką na ten tort była niezwykle niewielka cena. :) To lubię. Od razu też wiedziałam co z niego będzie. To nie zdarza się tak po prostu. Wiele przedmiotów stoi i czeka na przypływ weny. Innymi słowy: współpraca układała się nam pomyślnie od początku.
Wyczytałam gdzieś (podejrzewam, że na forum Kraina Czarów), że klejenie papieru ryżowego (który koło ryżu nawet nie leżał) na lakier podnosi jego przezroczystość. Trzeba było od razu wypróbować. Hmmm, pewnie tak jest. Nie umiem tego stwierdzić, bo nie kleiłam jeszcze tego papieru na inny klej. Efekt mnie zadowala i zostanę przy tej metodzie, choć są niewielkie miejsca, gdzie lakier nie złapał. Całość wygląda jak ściągnięte ciężkim mrozem i tak miało być.
Potem prosto z ręki i głowy machnęłam reliefy. Mądre głowy mówiły: poczekaj po jednej stronie aż wyschnie, bierz się za drugą. Nie poczekałam, bo przecież trzeba: od razu, teraz i zaraz! :) Jak się przyjrzeć, widać po prawej plamę bieli. Cóż, kolejna nauczka.
Ostatnia wpadka to Perlenpen! Co mnie pokusiło? Uwieńczenie jest perłą, a konturówka bielą. Widać i gryzie po oczach. Chyba użyję ostrego noża. :) Czy tylko nie zniszczę pracy? Czy ktoś już perełki zdrapywał?