Wspomnienie: jak to byłam nierozważna

Aż głupio mi się przyznać do tej historii. Jest zaskakująca. Z dzisiejszej perspektywy też śmieszna. Wtedy byłam mocno nierozważna. Nie oceniłam sytuacji jako niebezpieczną, dlatego tak to się potoczyło, jak się potoczyło. A opowiadam ją, ponieważ czytałam historie jakie się wydarzyły dziewczynom, które korzystały z couchsurfingu. Jak widać nie trzeba uprawiać turystyki by spotkać dziwne osoby.

Retrospekcja

Poznałam gościa pod domem. Spoko kolo, niewielki, chuderlawy. Nie szkodzi. Nie oceniaj człowieka po wyglądzie przecież. Numer, wymiana i ok. Dobrze jest mieć znajomego sąsiada. Można poprosić o pomoc. Na kawę nie trzeba jechać na drugą stronę miasta.

Akcja główna

Wracam z Polski do Wiednia i na lotnisku odkrywam, że klucz od domu został 1000 km ode mnie. Dzień: 1.stycznia, czyli święto. Na dobitkę: 22.00. Żadna kobieta z listy w telefonie nie odbiera. 150 Euro na ślusarza – nigdy! Chłop z kluczem przybędzie pojutrze, to nie będę wydawała pieniędzy tak bez sensu. Na moją zgubę skończyły się babki z listy. Teraz faceci. Nowo poznany sąsiad. Raz kozie śmierć. Dzwonię. Zgodził się. Idę do niego. Myślę: kimnę do rana. To nie może być takie proste. Po pierwsze: na sofie nie, bo nawet nie pamiętam co, po drugie: na dywanie nie, bo nowy i ma zostać taki puchaty. U mnie w sypialni, mówi. Zostałam. Oceniłam po wyglądzie. Nie wpadł mi żaden czarny scenariusz do głowy. Z resztą za późno było, głowa nie ta. Nie wyglądał też na groźnego, chociaż… w sypialni miał kilka pejczy i innych urządzeń typu sadomaso. Nawet klatkę. Przyznaję, słabo spałam na czuwaniu…

Następnego dnia przytuliłam się do koleżanki i kimnęłam u niej w mieszkaniu. Po pracy odebrałam swoją walizkę od sąsiada i tyle o mnie słyszano w tamtej okolicy.

Miałam inne opcje. Mogłam przespać się przecież w hostelu. Nie wiem skąd we mnie taka pomroczność. Dziś postąpiłabym rozsądniej. Chociaż kto wie…

Print Friendly
  • Niezłe :D Dawno to było? :) :)

  • I takie rzeczy się zdarzają ;). Ważne, że klucze odzyskałaś :).

    • O to się nie martwiłam. Mój ówczesny facet miał je ze sobą. A przyjaciółka, która miała zapasowe klucze była w Polsce. Święta były.

  • Agnieszka Więckowska

    Wow jesteś normalnie szalona ;) A Twój facet nie zmył Ci potem za to głowy?

    • Nie pamiętam czy mu mówiłam. Zdarza mi się robić szalone rzeczy. :)

  • Anna | Blog „Polka w Tyrolu”

    Mnie w Wiedniu spotkało podobne zdarzenie. Byliśmy w gości u kolegi (Polaka), mieszkał wtedy w 13 Bezirku. Późnym wieczorem wróciliśmy z miasta, kolega maca się po kieszeniach… brakuje klucza do głównych drzwi. Wkrótce się okazało, że taka kamienica to twierdza nie do zdobycia. Okna wysoko, nie ma szans do nikogo zapukać. Muslieliśmy czekać aż ktoś będzie wchodzić lub wychodzić. Na szczęście jacyś mieszkańcy wracali z miasta i udało się…

    • Główne drzwi to igraszka w porównaniu do drzwi od mieszkania. Nie było by już tak łatwo.

  • August Ciechociński

    Trzeba było go wypejczować :D:D:D

  • Hehe i tak cud że nic Ci się nie stało ;).
    Ja chyba poszłąbym do jakiegoś maka 24 i spała na siedząco ;)

    • Tak na prawdę wyszłam z założenia, że skoro jest masochistą w łóżku to nie musi przenosić się na zwykłe funkcjonowanie.