Pisałam o błędach turystów, teraz o błędach, których nie powinno popełniać się będąc w Wiedniu nieco dłużej. Wszystkie te punkty przerobiłam na własnej skórze, więc wiem co mówię. ;)

Aby życie było lżejsze, szczególnie dla tych, którzy dopiero co wprowadzili się do stolicy Austrii.

Czego nie należy robić w Wiedniu:

1. Zakupy w sobotę w SCS

Shoping City Süd. Każdy, kto może niech omija to miejsce z daleka w sobotę. Niegdyś jeden z największych parkingów, dziś szczególnie koło Ikei, wypełniony jest szóstego dnia tygodnia na full. Między sklepami płynie ludzka rzeka, ciężko wyprzedzić, szczególnie z wózkiem, jesteś skazany na tempo masy. Dzieci stoją w kolejkach do zabawek na placach, a po paru minutach od tłoku i hałasu masz dość tego shoppingu.

Jak nie masz innej opcji to jedź zaraz po otwarciu lub zaplanuj co i gdzie kupisz i tego się trzymaj.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Von der Badner Bahn sind es nur ein paar Schritte bis zum Eingang 5, und schon seid ihr bei uns 🤗 #shoppingmall #vienna #mall #scs

Post udostępniony przez Shopping City Süd (@scs_at)

2. Spacer bez patrzenia pod nogi

Plaga psich kup nadal trwa. Nie pomogła nawet kampania „Nimm ein Sackerl für mein Gackerl” („Weź torebkę na moją kupkę”).

Wszędzie się skradają. Te psy z właścicielami. Na chodnikach i w trawie. Nie omijają placów zabaw. I siup kupka. Co? Jaka kupka? Ja nic nie widziałem.

A tej wiązki, która mi się wyrwała przy rozluźnionej niespodziance, w którą wlazł mój roczny syn. Nie chciałbyś słyszeć.

3. Zatrzymać się na mrugającym zielonym

Światła na skrzyżowaniu. Migające pięć razy zielone światło, to taka przyjemna informacja dla kierowcy, że za chwilę zmieni się na żółte i potem czerwone. Każdy mieszkaniec Wiednia wtedy przyspiesza, żeby zdążyć przejechać. Chyba, że jest moim mężem…

4. Otwierać drzwi bez spoglądania przez wizjer

GIS. Ta opłata radiowo-telewizyjna spędza sen z powiek nie jednemu mieszkańcowi Wiednia. To bagatela ponad 20 euro na miesiąc. Za co? Za nieszczególne produkcje telewizji państwowej. To obowiązkowa opłata, gdy posiadasz odbiornik TV, ale nie wszyscy ją z oszczędności uiszczają, więc u progu czasem pojawia się kontrola. Dlatego zawsze patrz przez wizjer i w razie czego udawaj, że Cię nie ma.

To nie działa przy podatku kościelnym. Oni zawsze Cię ścigną. Gorszy jest już tylko urząd skarbowy.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

#photography #photooftheday #przezwizjer #premierinn #myroom #hallway #lovely #hotel #out #training #chill #chillout #l4l

Post udostępniony przez paletka. (@laperdu)

5. W niedzielę iść na Praterze do Billi na zakupy

Jest jeszcze gorzej niż w sobotę w SCS. Rób to tyko, gdy w innym wypadku grozi Ci śmierć głodowa. Uwierz, że z czerstwego chleba można jeszcze coś wyczarować. Nie ma nawet tego? To idź lepiej do Turka (otwarte w weekendy, obok tureckich produktów, też miejscowe), ale nie do Billi…

6. Wsiąść do pustego wagonu, gdy cały skład metra jest pełny

On nie na darmo jest pusty. Raz się nabrałam na tę okazję. Kto choć raz koło kloszarda stał? Też w metrze? Współczuję mocno. Sobie nadal też…

7. Wjechać na obwodnicę bez wcześniejszego odsłuchania informacji drogowych

Tangente, czyli obwodnica, jest świetnym rozwiązaniem pod warunkiem, że właśnie nie wydarzył się wypadek. To może wyciąć Ci z życia dłuuugie minuty, więc zawsze sprawdzaj wcześniej czy nie lepsze jest jednak przejechanie przez pierwszą dzielnicę. Wiadomości w radio mogą uratować Ci dzień.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

хочу уснуть и проснуться в Вене

Post udostępniony przez 💛 ᴀʟᴇxᴀɴᴅʀᴀ sᴏʟᴏᴠᴇᴠᴀ 💛 (@sashaasol)

8. Oddychać na stacji Stephansplatz przez nos

Uśmiechnąłeś się pod nosem? To znaczy, że już tam kiedyś byłeś. To są fakty: na Stephansplatzu stoi katedra, a na stacji metra śmierdzi w charakterystyczny sposób. Kiedyś, podobno, w ramach akcji reklamowej rozstawiono tam odświeżacze powietrza.

9. Nie mieć witaminy B

B jak Bekanntschaften, czyli znajomości. W niektórych kręgach nazywane ładnie networkingiem (jak lenistwo prokrastynacją). Zajedziesz dalej i szybciej jak uruchomisz znajomości… i posmarujesz. ;)

10. Przy pierwszym śniegu wierzyć, że zdąży się na czas do pracy

Śnieg zaskoczył drogowców to nie tylko hasło nagłówków w Polsce. To też tutejsza zmora. Mimo sezonowo zatrudnionych pracowników do odśnieżania, którzy przez zimę dostają wypłatę, a pracują tylko wtedy, gdy spadnie śnieg, nie ma się co łudzić, że przy załamaniu pogody zdąży się na czas. Mój rekord to 2,5 h spóźnienia. Ale moich pacjentów też nie było.

11. W godzinach szczytu wsiąść do U6

Gorący temat. Słynny fetor w metrze, którego próbowano się pozbyć rozdając pasażerom dezodoranty. Nie mówiąc o ścisku. Choć szczerze mówiąc, nie wiem czy nie straszniej jest w tramwaju nr 6, który nazywany jest Orient Expressem.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

#ubahnwien

Post udostępniony przez Dan Ka (@daneok1243)

12. Nie wiedzieć jak się nazywa aktualna żona/partnerka Lugnera

To jest absolutne faux pas nie wiedzieć jak nazywa się aktualna partnerka Lugnera. Richard jest tak ważną osobowością, że nawet miał swój program, a temat kogo zaprosi na Bal w Operze zaprząta głowę każdego wiedeńczyka. Proponuję, żebyś szybko uzupełnił swoją wiedzę.

13. Na kartofle mówić ziemniaki…

W Austrii nie ma kartofli (Kartoffel), tu rosną jabłka ziemne (Erdapfel). Wstydź się, że po tylu latach nadal kupujesz poczciwe ziemniaki. Tak samo, gdy mówisz Schlagsahne zamiast Schlagobers (bita śmietana). A co to Schmand* to tu w ogóle nie wiedzą. A wiesz co to są Mohren?

*kwaśna śmietana, nazwa używana tylko w Pn Niemczech.

14. W kawiarni zamówić Cappuccino, a w Heurieger piwo

Świat kawiarniany to niematerialne dziedzictwo kulturowe wpisane na listę UNESCO. To żywa tradycja! W prawdziwej wiedeńskiej, tradycyjnej kawiarni w zasadzie nie da się zamówić cappuccino (bez ofukania przez kelnera). Tu zamawia się m.in. Melanż, Franciszkanina, Kapucyna lub Dorożkarza. Z kolei w lokalu typu Heuriger na prawie cesarskim sprzedaje się tylko i wyłącznie wino i wyroby właściciela winnicy.

15. Zaopatrywać się w wodę niegazowaną w butelkach

Po co przepłacać jak z kranu płynie woda źródlana ciągnięta z gór, a ponadto w mieście bardzo gęsto rozmieszczone są hydranty, z których każdy może się napić? Tylko turyści mogą nie wiedzieć, jakie dobro i za darmo mają pod ręką.

Kto ma jakieś dodatkowe wskazówki?