Austriacy mają “coś” na punkcie tytułowania. Gdy pacjent jest wzywany w poczekalni, to nie obędzie się bez “Doktor”, “Magister” itp. Powiem szczerze. Powyżej magistra umiem zrozumieć. To w końcu nie lada sprawa dorobić się wyników naukowych. Ale zaskakują mnie “inżynierowie”. Proszę nie mylić z polskimi...