W latach dwudziestych poprzedniego stulecia w Wiedniu pojawiły się w krajobrazie miasta nowe nabytki. Między innymi na latarniach i słupach znaków drogowych zamontowano około 6000 koszy na śmieci. Dosłownie koszy, ponieważ choć dno było z blachy, to ścianki były zrobione z gęstej siatki, tworząc cylindryczne pojemniki. Tak miasto zaczęło walczyć z wszechobecnym brudem, który dominował większe aglomeracje, nie tylko w Austrii. W tym czasie powstał odpowiedni urząd: MA 48 – Magistrat fur Abfallwirtschaft, Straßenreinigung und Fuhrpark (Gospodarka odpadami, sprzątanie ulic i flota pojazdów).
Policja pilnuje porządku, czyli początki
Policja dostała rozkaz kontrolować, czy obywatele szybko się uczą i przestrzegają przepisów. Różnie bywało, nie jeden maruder pewnie musiał zapłacić za mandat. Szczególnie Ci, przekonani byli, że powinno być lepiej, ale nic nie powinno się zmieniać – myślenie typowego Austriaka.
Szybko też przestano używać pierwszej nazwy koszy. Abfallsammelkorb (kosz do zbierania śmieci), przyznajcie sami, nie jest łatwy do wypowiedzenia. Na jego miejsce wskoczył Papierkorb, czyli kosz na papierki, bo głównie te tam na początku lądowały.

By ludzie się przyzwyczaili, pierwsze kosze były wprost opisane. Z czasem stało się jasne w jakim służą celu.
W trakcie wojny kosze w znacznej części zniknęły z miasta. Wtedy potrzeby były skupione na czym innym.
Powojenna rzeczywistość – konflikt pokoleń
Po drugiej wojnie światowej trzeba było od nowa zająć się odpadkami ulicznymi i przypomnieć mieszkańcom, że śmieci nie rzuca się na ulicę. Bogatsze społeczeństwo miało bowiem coraz częściej rzeczy, których trzeba było się pozbyć.
W 1954 r. pojawiły się plakaty z napisem: Nasz Wiedeń powinien być czysty, dlatego utrzymuj ulice w porządku. Na grafice znajduje się kosz, który ze zmartwioną miną, trzymając dłoń przy twarzy spogląda na śmieci na ziemi. To był swego rodzaju apel do świadomości i odpowiedzialności. Dokładnie to co dzieje się dziś, gdy chodzi o sortowanie odpadów i ochronę środowiska.
Miasto jednak obrało dość nieszczęśliwy kierunek, próbując edukować. W swoich plakatach i spotach, które głośno wołały: tak rób, tak jest źle, tak nie! pokazywano młodzież, jako głównych sprawców bałaganu. Niewiele było trzeba, by utrzymywanie porządku stało się jednym z punktów zapalnych w konflikcie międzypokoleniowym, który i tak już był silny w latach 60′ i 70′ XX wieku.
Już w 1964 roku wisiało w mieście około 6500 koszy, w znacznej mierze te starego typu tzw. Altstadtgitter (siatka ze starego miasta). W przyszłości zachowają się jedynie w tych częściach miasta, które miało silny historyczny akcent.
Wiedeńskie kosze na śmieci w lata 70′ i później
Śmieci wywożone były przy pomocy motocykli, do których można było przymocować dwa pojemniki. We flocie znajdował się też specjalny samochód, który miał przegub, rodzaj mechanizmu, który pomagał przy opróżnianiu koszy.
W latach 70′ pojawiły się Otto – Korb (od nazwy jego wytwórcy “Gebrüder Otto KG”) oraz Altstadt-Grau, Berlin-Silber i pierwsze plastikowe pojemniki. W latach osiemdziesiątych stawiano „Stopę słonia”. Na wyspie na Dunaju pojawiły się betonowe kręgi, które służą do dziś.

W latach 90′ powstał oddział, który miał się zająć między innymi dbałością o odpowiednią ilość koszy i ujednolicenie ich wyglądu. Dwóch architektów stworzyło kosze, które z czasem zdominowały miasto. Pierwszy Blau to owalny kosz z falowanej blachy, czasem z wystającą rurą, czyli popielniczką, został zaprojektowany przez Luigi Blau i miał pojemność ok. 50 litrów. Drugi zaprojektował Boris Podrecca i Podrecca przypominał tubę z daszkiem. Strasznie niepraktyczne, bo wywiewało z niego odpady.
Kolor został dopasowany do otoczenia. Kosze były na ulicach srebrne, a w parkach tylko zielone. Zniknęły napisy, pojawił się piktogram z człowieczkiem z ręką nad koszem.
Kosze dziś
Pojemność koszy na przestrzeni lat rosła. Dziś już nie pojawia się nic mniejszego jak 50 litrów, najczęściej 80 l. Są też takie, które mieszczą nawet 600 litrów. Jak to możliwe? Nad ziemią wystaje koszt, zwykła np. Hei, czyli rekin, ale jego zbiornik jest pod ziemią. Śmieci wybiera się przy pomocy auta, które wygląda jak wielki odkurzacz, bo ma rurę i wysysa wnętrza kosza.

I choć ilość koszy na śmieci wzrasta (ok. 18000 w 2015 roku) Wiedeń, jak i cały świat, zmaga się z litteringiem, czyli lekkomyślnym porzucaniem śmieci. Po pierwsze dlatego, że ludzie mają przekonanie, że ktoś to za nich sprzątnie. Najczęściej na ulicy lądują pety i stanowią 58% wszystkich śmieci (2007), rocznie 300 ton! Dlatego coraz więcej jest koszy z kominkami, które czasem sobie dymią.
Ponadto od 2007 roku wszystkie 18 000 sztuk koszy naśmieci zostało wyraźnie oznaczonych intensywnym, odblaskowym, pomarańczowym kolorem. Pojawiły się też zabawne naklejki, które powinny jeszcze bardziej zwracać uwagę przechodniów na pojemniki. W wyniku konkursu wyłoniono kilka powiedzonek, które opierają się głównie na grze słów. Tak jak na poniższym zdjęciu hasło odwołuje się do Hasta la vista z filmu Terminator. Na tytułowym zdjęciu to zmodyfikowany tekst przysięgi małżeńskiej i oznacza: na dobre i na brudne czasy”. Mi najbardziej podoba się napis: 48er Blech, czyli nawiązanie do wiedeńskiego piwa z dzielnicy Ottakring, które potocznie nazywane jest 16er Blech, czyli blacha z szesnastego.
Jakie Wy hasła znacie?
U Ani na blogu Polka w Tyrolu znajdziecie też wpis o podobnej akcji marketingowej w Innsbrucku. Zapraszam.
Wszystkie kosze można obejrzeć w katalogu Muzeum Techniki
Artykuł na podstawie książki Petera Payera, Blick auf Wien
Related posts
O mnie
Cześć! Tu Ania – mieszkam w Wiedniu, piszę o życiu na emigracji, codziennych absurdach i pięknych zakątkach Austrii. Trochę śmieszno, trochę serio – jak to w życiu. Jestem autorką Nieprzewodnika, czyli książki z charakterem dla tych, którzy chcą poznać Wiedeń od mniej oczywistej strony.


Ottakring to jednak 16. Bezirk, a więc piwo to słynny Sechzener. Stąd Sechzener Blech dazu!
Mea culpa! Już poprawiam!