Udało mi się namówić Pawła, który jest kucharzem i zna branżę gastronomiczną w Austrii, by opowiedział nam o swoim doświadczeniu na tutejszym rynku pracy. Dowiecie się, czego można się spodziewać zatrudniając się w charakterze kucharza, czy konieczny jest język niemiecki i czy w ogóle warto rozważać opcję pracy w gastronomii.

Od kiedy i jak to się stało, że jesteś w Austrii? Ile miałeś wtedy lat?

Wyjazdu tutaj nigdy nie planowałem, a przynajmniej nie na stałe, pomimo że mam tutaj sporą rodzinę. Niestety sytuacja na rynku pracy w rejonie, w którym mieszkałem w Polsce, wyglądała na tamte czasy dość nieciekawie. Uznałem, że czas spróbować czegoś nowego. W 2013 r. mając 23 lata wyruszyłem do Wiednia w poszukiwaniu nowej pracy i jeśli się uda miejsca do życia.

Co na początku było najtrudniejsze? Mówiłeś po niemiecku?

Najtrudniejsze było znalezienie stałej pracy przez brak znajomości języka. Posługiwałem się dość dobrze angielskim i rosyjskim, ale nigdy nie było mi dane uczyć się niemieckiego. Praca w gastronomii jest wielkim obciążeniem fizycznym i psychicznym, więc komunikacja musi być płynna.

Długo trwało aż twój niemiecki stał się komunikatywny? Jak się uczyłeś?

Niemieckiego tak naprawdę zacząłem uczyć się w swojej drugiej pracy. Tam trafiłem na młodego szefa kuchni, dla którego ważne było to jak pracuję, a nie jak posługuję się językiem niemieckim. Tak naprawdę to on zaczął mnie uczyć. Znajomość angielskiego była bardzo pomocna. Mój szef brał każdy możliwy przedmiot do ręki i mówił mi jak nazywa się po niemiecku, potem po angielsku, a ja tłumaczyłem to z angielskiego na polski i notowałem w swoim kajeciku, który stał się na tamten czas moim niezbędnikiem w pracy. I trwało to mniej więcej 3-4 miesiące, aż zacząłem wyduszać z siebie pierwsze, nieskładne zdania po niemiecku. Mimo że czasem musiałem posiłkować się innym językiem, to po tym czasie zauważyłem, że ludzie dookoła zaczynają rozumieć, co chcę im powiedzieć. Potem było douczanie się kolejnych słów, zwrotów itd. Niestety z braku czasu nigdy nie zrobiłem kursu niemieckiego i uczyłem się w większości ze słuchu. A że pracowałem z ludźmi z różnych części Austrii mój niemiecki jest bardzo ,,różnorodny”. W sensie, nie mówię podręcznikowo. Często w moje wypowiedzi są wplecione naleciałości dialektowe, które poprzez naukę ze słuchu zakorzeniły się bardziej, niż to, czego potem próbowałem się nauczyć z książek.

Co było dalej, gdy język nie stanowił największej przeszkody? Ciężko o pracę w branży?

Gdy człowiek nauczy się języka i ma doświadczenie, to o prace w gastronomii nie jest ciężko, gdyż aktualnie (pomijając obecną sytuacje z Koronawirusem) są straszne braki w ludziach. Przyczyna leży w  tym, że coraz mniej młodych ludzi chce pracować w weekendy święta i do późnych godzin wieczornych. Bądźmy szczerzy, ludzie z gastro pracują wtedy, gdy ich znajomi mają czas wolny dla siebie. Do tego ciężko fizycznie.

A płaca?

No dokładnie. No tu różnie to wygląda, wszystko zależy od rodzaju restauracji, twojego doświadczenia i pozycji jaką masz. Nie chce generalizować, więc powiem to na swoim przykładzie. W pierwszej pracy na pełen etat zarabiałem około 1600€. Z biegiem czasu pnąc się po szczeblach płaca wzrastała. Po nabraniu większego doświadczenia i przejściu do innej restauracji, na tym samym stanowisku, czyli chef de partie (szef sekcji) zarabiałem 1750 €, po awansie na sous chefa (zastępca szefa kuchni) 2100. Po objęciu stanowiska szefa kuchni płaca wzrosła do 2600€. Wiem, może się wydawać, że płacą spoko, ale patrząc na to, ile ma się obowiązków, jaką odpowiedzialność bierze się na barki i ile godzin się pracuje, to przestaje być tak kolorowo, jak mogłoby się wydawać. Oczywiście dochodzą do tego napiwki, które były przynajmniej w mojej restauracji współdzielone między kelnerami a kuchnią.

Jakie miałeś wykształcenie i doświadczenie na starcie?

W Polsce ukończyłem technikum w kierunku technika żywienia. A co do doświadczenia, to nie było ono imponujące. Pracowałem przez kilka lat we włoskiej restauracji, gdzie odpowiedzialny byłem głównie za pasty i risotta, a przy mniejszym ruchu kolega podszkalał mnie trochę w robieniu pizzy, ale dużo czytałem i douczałem się sam. Wiec dysponowałem wiedzą teoretyczną, której nie miałem za bardzo gdzie przełożyć na praktykę.

Co byś doradził osobom przyjeżdżającym do Austrii z myślą o pracy jako kucharz lub ogólnie w gastronomi?

Po pierwsze, to nie przejmować się niczym ani nikim, czy to brakiem znajomości języka, czy czymś podobnym. Brać swoje CV i chodzić od jednego lokalu do drugiego. Najlepiej podejść w miejsca mocno uczęszczane przez turystów, bo tam przez sezon letni potrzebują więcej pracowników i w ten sposób można załapać za jednym razem doświadczenie, podstawy języka, kilka kontaktów, bo gastro świat jest naprawdę mały i mnóstwo razy zmieniając pracę, bądź idąc po prostu jako pomoc z zewnątrz, trafiałem często na tych samych ludzi. Jak skończy się sezon letni, mamy już ,,coś na start”. A Wiedeń ma to do siebie, że życie toczy się tutaj cały rok i zawsze się coś znajdzie. Trzeba trochę samozaparcia i wiary w siebie i swoje możliwości.

Anegdotka językowo-robocza?

O było tego trochę. Kiedy przyjmując dostawę zdziwiłem się, że zamiast karpia mam pączki. 😁 Oczywiście przy zamawianiu towaru wkradł się błąd językowy i zamiast zamówić 3 kartony Karpfen zamówiłem 3 kartony Krapfen😏 Innym razem przy wspominkach z dzieciństwa austriaccy koledzy w pracy zdziwili się, ze jako dziecko oglądałem chip&dale (to po niemiecku striptizerzy), którzy tutaj nazywali się Chip&Chap.

Ja zamiast Note, czyli nuta, powiedziałam Nute, czyli dziwka. Jak wybrnąłeś z historii z paczkami?

Pączki dodawaliśmy tego dnia jako upominek do kawy, a karpia domówiłem na drugi dzień, więc na szczęście tragedii nie było. Jednak nie obyło się bez podśmiechiwania 😏.

Co aktualnie u mnie?

Po przygodzie w gastro doznałem częstego uczucia ,,wypalenia”, ale jak powiedziałem wcześniej dobrze jest łapać różne kontakty. Przedstawiciel handlowy, który mnie zaopatrywał w towar, zaproponował mi podsuniecie mojego CV kierownictwu w swojej firmie. Po tym jak zobaczyli, że mam dość duże doświadczenie i wiedze na temat wszelakich ryb i owoców morza, zaproponowali mi prace u siebie. Ciężko było się na początku przestawić. Pamiętam, że po pierwszej dniówce wróciłem o 14 do domu ( co w dotychczasowych pracach praktycznie się nie zdarzało) usiadłem na kanapie i nie wiedziałem, co zrobić. Nie byłem przyzwyczajony do wolnych popołudni. Poszczęściło mi się i tym razem, jeśli chodzi o współpracowników. Jesteśmy młodym zespołem, w którym praktycznie wszyscy pochodzą z gastroświata i dzięki temu łatwo się nam dogadać. Co do szefostwa, też ciężko by było lepiej trafić, więc zacząłem korzystać na nowo z życia i do niego wracać. Ale jak ja to mówię: gastronomia to takie stworzenie, które jak złapie w macki, to nie chce puścić i po pewnym czasie zaczęło mi brakować kuchni. Czasem zdarzało mi się iść dorobić jako prywatny kucharz na wieczór. Po jakimś czasie znów ruszyły się dawne kontakty i tak ,,pcham teraz 2 wózki” od poniedziałku do piątku pracuje na sklepie, gdzie zaopatrujemy większość restauracji, w tym te ,,gwiazdkowe”, a w weekendy pracuje w restauracji. Może się wydawać dużo, ale wszystko jest kwestia dobrej organizacji pracy i czasu.

Dzięki Paweł.

Mam nadzieję, że Pawłowi udało się Was namówić, a może właśnie odwrotnie, zniechęcił Was do pomysłu, by zacząć pracować w gastronomii w Austrii? A może jesteś kucharzem i masz inne doświadczenia. Zapraszam do komentowania.

5 1 vote
Article Rating