Gdy myślimy o gruźlicy to najczęściej przychodzi nam skojarzenie z pisarzami i kompozytorami takimi jak Kafka czy Szopen. Rzadko odnosimy się do dużej liczby anonimowych ofiar, które zmarły w wyniku tej choroby od połowy XIX wieku aż do początku XX wieku. Gruźlica zabiła w tym czasie ogromne rzesze ludności, która pochodziła zwłaszcza z niższych klas społecznych. Wtedy, jak i teraz, tuberkuloza była i jest chorobą, która występuje głównie u osób z niskim statusem społeczno-ekonomicznym i złym dostępem do opieki zdrowotnej.

Wiedeńska choroba

Suchoty (niem. Schwindsucht), tubera, tuberkuloza, a także w języku niemieckim biała dżuma/śmierć/zaraza (Weiße Pest, Weißer Tod), choroba Kocha (Morbus Koch, od nazwiska lekarza), krwawy kaszel (Bluthusten) to określenia gruźlicy. Ta choroba była też znana od połowy XVIII wieku, ze względu na jego niemal endemiczne występowanie w Wiedniu, jako Morbus Viennensis (Wiener Krankheit), czyli wiedeńska choroba.

Życie najuboższych w Wiedniu na początku XX wieku

Niedobór mieszkań w Wiedniu na początku XX wieku było bardzo dużym problemem. Zbyt drogie i małe mieszkania wymuszały na lokatorach podnajmowanie miejsc obcym osobom. Ludzie w swojej niedoli i rozpaczy wynajmowali łózka na godziny i spali w nich na zmianę. To, że kilka osób, czasem nieznajomych, spało w jednym łóżku w tym samym czasie, nie było niczym niezwykłym. Warunki sanitarne były na bardzo niskim poziomie: sutereny, brak podłóg, tylko klepiska, brak okien, wilgoć, pleśń… Nic więc dziwnego, że termin wiedeńska choroba stał się międzynarodowym określeniem gruźlicy, która miała nieograniczone pole do rozwoju w tym czasie i miejscu.

Najgorsze warunki panowały w dzielnicach robotniczych, w których śmiertelność na gruźlicę była o 340% wyższa niż w pierwszej dzielnicy Wiednia, zamieszkiwanej przez zamożnych.

Aby zobrazować nędzę w tym czasie, poniżej fragment z reportażu z tygodnika wiedeńskiego „Montags-Post“ z 13.11.1911r. Artykuł cytuje sprawozdania inspektorów kasy chorych na temat sytuacji mieszkaniowej odwiedzanych petentów. Jego tytuł brzmi: „Wiedeńska nędza mieszkaniowa”:

W drugiej dzielnicy przy Stromgasse 240 znaleziono mieszkanie, do którego trzeba zejść po czterech drewnianych stopniach. Najpierw wchodzi się do pozbawionego okien przedpokoju, w którym mieszczą się króliki, kury, koza, gołąbki, trawa i drewno opałowe. Jeśli nie zniechęci cię smród, możesz przejść jeszcze dwa kroki do rzeczywistego salonu, który składa się ze średniej wielkości pokoju i tzw. gabinetu (małe nieprzejściowe pomieszczenie – dopisek redakcyjny). W tym lokalu mieszkają dwie rodziny, które jeszcze podejmują miejsca w łóżkach. Ściany są mokre, mieszkanie nigdy nie jest wentylowane. Opłata: 21 koron na miesiąc, 252 koron rocznie.

W drugiej dzielnicy przy Kleine Schiffgasse 32 wszystkie apartamenty są w tragicznym stanie, a w szczególności apartamenty nr 11 i 12 łamią szyderczo wszystkie wymagania sanitarne. Te dwa apartamenty są połączone otwartymi drzwiami i należą do najemcy. Składają się z pięciu pokoi i kuchni. Wszystkie pokoje służą jako sypialnie. Jest w nich 38 łóżek, ale są one używane przez ponad dwa razy więcej osób, ponieważ nie tylko dwie osoby dzielą łóżko, ale także śpią z nim dzieci. Wolna przestrzeń między łóżkami jest nadal używana przez śpiących na podłodze. Okna są zastawione różnymi towarami, więc otwarcie ich nie jest możliwe. Dlatego w tym bardzo brudnym mieszkaniu panuje przeraźliwa atmosfera. Mały brudny korytarz prowadzi do otwartego ustępu, który jest w stanie, którego nie da się opisać. Czynsz za oba mieszkania wynosi miesięcznie 122,60 koron, 1471, 92 koron rocznie.

W artykule jest dużo więcej opisów podobnych sytuacji. Ciarki przechodzą po grzbiecie, gdy się czyta te doniesienia.

Złe warunki życia wywołały protesty najemców w austro-węgierskich stolicach Budapeszcie i Wiedniu. W 1917 roku wprowadzono pierwsze cesarskie przepisy chroniące dzierżawców, a pięć lat później prawo najmu, które tym razem w pozytywnym sensie, było wzorcowe dla prawodawstwa społecznego w Europie. Sytuacja mieszkaniowa zaczęła się pomału poprawiać.

W 1919 r. tylko 8% wszystkich mieszkań w stolicy Austrii posiadało własną toaletę. Gaz był podłączony w 14% lokali, a światło elektryczne tylko w 7%. 73% zasobów mieszkaniowych stanowiły małe mieszkania o powierzchni do 28 m².

Koniec końcem władze zrozumiały, że choć bakterie wywołują chorobę, to jej bezpośrednią przyczyną jest nędza, brak higieny i dostęp do przestronnych, przewietrzonych i suchych mieszkań. Rozpoczął się czas tzw. Czerwonego Wiednia (więcej o Czerwonym Wiedniu). Mimo tego jeszcze w 1937 75% ciężko chorych gruźlików nie miało swojej sypialni, a 11% nawet łóżka, chociaż do roku 1934 powstały komunalne mieszkania wybudowane przez miasto dla 220 000 ludzi.

Zarys przebiegu epidemii

Statystyki prowadzone od czasu, kiedy Maria Teresa zarządziła pierwszy ogólny spis ludności w XVII w. świadczą o tym, że aż do I wojny światowej śmiertelność w Wiedniu z powodu gruźlicy wynosiła średnio 20% – 25%. Na początku XIX wieku, kiedy nie wiadomo było skąd bierze się krwawy kaszel, wierzono, że przyczyną jest kurz, a w bogatych kręgach oskarżenia rzucano na walca tańczonego podczas Kongresu Wiedeńskiego.

Mówiąc o historii epidemii trzeba wspomnieć o kilku ważnych osobach. Pierwszą z nich jest Joseph Skoda, który udoskonalił metodę badania płuc przez tzw. opukiwanie (łac. percussio) i dla niego stworzono „Oddział Chorób Klatki Piersiowej” w Szpitalu Ogólnym (AKH), który stał się ostoją wiedeńskiej medycyny. Bowiem pod koniec XIX w. około połowa wszystkich łóżek na oddziałach szpitalnych w stolicy Austrii było zajęte tylko przez gruźlików.

Drugą i chyba najważniejszą osobą w tej historii jest Niemiec Robert Koch, który odkrył bakterie tzw. prątki gruźlicy w 1882 r. (24 marca podał to do publicznej wiadomości, stąd na tę datę przypada Światowy Dzień Gruźlicy). Wtedy strach przed infekcją paradoksalnie znacznie się zwiększył. W tym samym roku wiedeński patolog Anton Weichselbaum dowiódł w eksperymentach, że gruźlica przenosi się przez inhalacje (wdychanie). Wiedza ta docierała jednak powoli do świata naukowego. Jeszcze rok po odkryciu Kocha w jednym z medycznych periodyków pisano, że przeniesienie gruźlicy z jednej osoby na drugą jest jednym z najrzadszych przypadków.

W związku z przepełnieniem szpitali postanowiono stworzyć sanatorium dla dorosłych gruźlików. Pierwszy taki zakład utworzono krótko przed końcem XIX wieku w Alland (Dolna Austria).

W 1907 r. pionier badań alergologicznych, pediatra Clemens von Pirquet wprowadził test skórny do diagnostyki gruźlicy. To pozwoliło na szybsze rozpoznanie i wdrożenie leczenia.

W 1913 r. 20,7% zgonów w Wiedniu nadal było skutkiem gruźlicy.

W trakcie pierwszej wojny światowej znowu rozszalała się gruźlica. Wtedy zaczęto szukać źródeł infekcji i edukować ludność, w jaki sposób chronić się przed infekcją. Opiekunowie gruźlików musieli przestrzegać zasad higieny i mogli ubiegać się o znaczące wsparcie z funduszy państwowych. W rezultacie w całym kraju powstało wiele nowych centrów leczenia gruźlicy, a liczne prywatne instytucje stały się instytucjami zdrowia publicznego.

Polityk i anatom Julius Tandler, nasz kolejny bohater, rozpoczął w 1920 roku walkę z epidemią gruźlicy za pomocą miejskich środków budżetowych. Doktor Tandler uważany jest za wybitnego polityka społecznego Czerwonego Wiednia, ze względu na jego innowacje w zakresie opieki społecznej i zdrowotnej. Więcej o nim po niemiecku pod tym linkiem.

Druga wojna światowa znowu przyczyniała się do wybuchu nowej fali zachorowań.

Po II wojnie światowej rozwój procedur chirurgicznych i chemioterapeutycznych umożliwił skuteczne leczenie i kontrolę gruźlicy. Kamieniem milowym w Austrii było wprowadzenie ustawy o gruźlicy w 1968, która regulowała prawo sanitarne. W kolejnych latach wymogi prawne zostały skorygowane, wprowadzono międzynarodowe standardy kontroli gruźlicy, a zbędne działania zostały usunięte. Liczba zachorowań spadła. W 2016 r. zarejestrowano tylko ponad 600 przypadków gruźlicy w Austrii.

 

Krótkie info o chorobie

24 marca obchodzony jest Światowy Dzień Gruźlicy. Obchody mają na celu podnieść świadomość ludzi na temat światowej epidemii gruźlicy i zwiększyć wysiłki w celu jej wyeliminowania (obecnie ⅓ ludności świata jest zakażona). Tym postem dokładam swoją cegiełkę.

Gruźlica dotyczy najczęściej płuc, ale może atakować też inne organy wewnętrzne, w tym stawy. Wywoływana jest przez prątka gruźlicy (Mycobacterium tuberculosis). Czasem można być nosicielem bakterii gruźlicy i przez całe życie na nią nie zachorować (tylko ok. 10% zarażonych choruje). Po więcej odsyłam Was np. tu lub tu.

Gruźlica dziś w Europie i na świecie

Chociaż etiologia gruźlicy została wyjaśniona i dostępne są leki, chorych w 2014 roku, według WHO, było około 9,6 mln osób, a 1,5 mln padło jej ofiarą. To bardzo dużo, zważywszy na to, że wczesna diagnoza pozwala na całkowite wyleczenie tej choroby. W Austrii tendencja zachorowań na gruźlicę spada od 1990 r. Niestety nie można tego powiedzieć w przypadku wielu krajów rozwijających się. Tam tuberkuloza jest jedną z najczęstszych chorób zakaźnych np. w wielu regionach Afryki i Azji – gdzie często występuje ona jako koinfekcja HIV, w niektórych krajach Ameryki Łacińskiej, a coraz częściej w krajach byłego Związku Radzieckiego. Z drugiej strony, w bogatych zachodnich krajach uprzemysłowionych gruźlica wydaje się popadać w zapomnienie. Mimo to do dziś pokutuje w świadomości społeczeństwa skojarzenie gruźlicy z ubóstwem i wielu wstydzi się przyznawać do tej choroby w rodzinie.

 

Jeśli Wam się spodobało, to będzie mi niezwykle miło, gdy udostępnicie wpis dalej.