Nowe prawo pracy wprowadzone na szybko i wchodzące w życie już 1 września, zamiast 1 stycznia 2019 roku poruszyło cały świat pracowniczy. Nadchodzi 60-godzinny tydzień pracy w Austrii. Kto skorzysta na tych zmianach?

Co się dokładnie zmieni i czy nadgodziny będą płatne?

Powyżej 40 godzin zostaną wypłacone nadgodziny lub można je będzie odebrać jako wolne. 50-procentowe premie za nadgodziny pozostają, ale jeśli w umowie o pracę nie ma żadnych dodatków za nadgodziny, tak jak ma to miejsce w przypadku wielu pracowników, to nic się dodatkowo nie będzie należało.

Przy ruchomych godzinach pracy 11. i 12. h może nie być traktowana jako nadgodzina.

Obecnie łącznie z nadgodzinami, nie można wymagać pracy dłużej niż 10 godzin dziennie lub 50 godzin tygodniowo. Od 1 września czas ten rośnie do 12 godzin dziennie i 60 godzin tygodniowo.

Pracownik będzie mógł po 50h w tyg. lub 10h w dniu odmówić pracy nie podając przyczyny. Ta „dobrowolność” nie została uwzględniona w pierwszej propozycji ustawy, ale już podobno poprawiono to.

W czym więc problem?

Problem polega na tym, że większość umów o pracę ma wpis o obowiązku, wynikającym z ustawy, pracy w nadgodzinach (teraz dopuszczonych już 60) i nawet jeśli można odmówić nadgodzin, w praktyce ci, których to dotyczy są pod presją np. utraty pracy.

60-godzinny tydzień pracy w austrii

Co ponadto zmienia ustawa?

Rady zakładowe nie muszą już wyrażać zgody na nadgodziny. Ponadto nie jest wymagana żadna dodatkowa pisemna umowa ani orzeczenie lekarskie o możliwości wykonywania większej ilości pracy. To znaczy, że zły stan zdrowia nie ograniczy godzin pracy i takie osoby nie dbające lub nie mogące dbać o zdrowie będą w końcu lądować na zwolnieniach z powodu fizycznej lub psychicznej niedomogi.
Pozostały tylko dwa warunki: 12-godzinnych dni i 60-godzinnych tygodni nie można „narzucać” przez więcej niż 24 tygodnie w roku, a po 8 tygodniach wymagana jest 14-dniowa przerwa za nadgodziny.
Wymusza to prawo UE: w ciągu 17 tygodni średni czas pracy nie może przekraczać 48 godzin tygodniowo.

Do tej pory wymagając nadgodzin pracodawca musiał wskazać przyczynę w „nieproporcjonalnej ekonomicznej stracie”. Teraz wystarczy „większa potrzeba pracy”. A to można interpretować jak się chce.

Czy to znaczy, że „moje” 40 godzin mogę zrobić w cztery dni tygodnia i mam potem wolne?

Czterodniowy tydzień był już możliwy dzięki poprzedniej ustawie, nowa ustawa nic nie zmienia.
Jeśli szef nie da wolnego piątego dnia roboczego, to jest to zgodne z prawem. Tylko pracodawca decyduje, kiedy pracownik może wziąć wolne i czy godziny mogą być wybrane razem na cały dzień. Tylko wtedy, gdy pracodawca nie reaguje przez pół roku na zapytania o wyrównanie pracownicy mogą wnieść o urlop i wybrać go cztery tygodnie później, jeśli nie obawiają się żadnych konsekwencji.

A co z niedzielami i świętami?

Pozostają wolne. Za jednym wyjątkiem. Cztery niedziele i święta w ciągu roku pracodawca może zarządzić jako robocze. Odbywa się to za zgodą rady zakładowej lub indywidualnie z pracownikami. Nie można pracować dłużej niż 3 niedziele z rzędu. Jeśli ktoś nie chce/może pracować musi podać „nadrzędne powody osobiste”.

Jakie zmiany w turystyce?

W tym przypadku dzienny okres odpoczynku dla pracowników zostaje skrócony z jedenastu do ośmiu godzin podczas pracy. Tak bywa na przykład, jeśli kelner pracuje w hotelu rano przy śniadaniu, a następnie ma wolne na trzy godziny, by następnie kontynuować pracę wieczorem.

Dla kogo to są dobre rozwiązania?

Dla tych, którzy chcą sobie więcej dorobić, ale muszą mieć odpowiednie umowy o pracę, inne niż tzw. All-In-Verträge, gdzie zgadzają się właściwie na wszystko za jedną stawkę.

Pracodawcy nie mają już tak związanych rąk przez związki zawodowe i nie muszą obawiać się kontroli, jeśli chodzi o dokumentowanie nadgodzin, bo może ich być więcej.

Dla budżetu państwa, które ma szansę dostać więcej pieniędzy, bo więcej nadgodzin będzie wypłacanych legalnie, a nie „pod stołem”.

Cały czas słychać głosy protestów, bo pracownicy nie zgadzają się na 60-godzinny tydzień pracy w Austrii. Najbardziej ucierpią branże: gastronomia, turystyka, IT , zawody socjalne. Czy ludzie wyjdą na ulicę? Gdzie były wcześniej związki zawodowe i opozycja? Ciekawe co przyniesie jesień.